recon 2 Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki  Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Tanto
2010-07-28, 19:56
Opowieści Rzeki
Autor Wiadomość
Mazazel 


Pomogła: 1 raz
Wiek: 37
Dołączyła: 02 Sty 2010
Posty: 65
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-07-06, 21:25   

Łąka

Drzewo.

Łąka bezkresna, drzewo pośród falujących traw, dwa konie w miękkim cieniu, każdy patrzy w inną stronę. Gruba klacz i ciemny koń. Bezmyślne wahadła ogonów, bezczelny błękit nieba.

Nie, przecież łąka nie jest bezkresna, nie bądź śmieszna, przecież polegnie u stóp lasu, przetnie ją rozgrzany słońcem asfalt, rozedrą płoty i strugi, ścieżki małych i dużych stworzeń.

A może tak? Może kres i początek tej łąki jest tam, w samym środku, tam, gdzie dwa konie, tam, gdzie drzewo. Biegnij lub zostań. Tam, to drzewo sięgające od wilgotnych tajemnic ziemi aż po czystość białych skrzydeł. Tu. Szelest liści w uśmiechu lata.

Zawsze i nigdy pasą się na tej łące. Nieuwiązane, nie odchodzą nigdzie. Wszędzie.
_________________
"Świat zobaczyć w Ziarenku Piasku, Niebo w Dzikiej Roślinie
Nieskończoność uchwycić w ręku, a Wieczność w godzinie"
 
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 758
Skąd: z krainy Mykity
Wysłany: 2014-07-07, 06:31   

Mazazel, A ja czytam inaczej, że to nie tylko wena. Smutny wieczór, brak nowego, szukanie siebie, może swojego miejsca na ziemi, śladu???
Nieważne, pięknie ubrane w słowa...
 
     
Mazazel 


Pomogła: 1 raz
Wiek: 37
Dołączyła: 02 Sty 2010
Posty: 65
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-07-08, 06:29   

Bystry z Ciebie czytelnik - trochę tak jest jak piszesz, a trochę tez tak, że każdy przeczyta dane opowiadanie inaczej, inne w nim znajdując drogowskazy ;)

[ Dodano: 2014-11-10, 21:21 ]
Z wysokiego okna

Są takie noce, gdy chce mi się wyć
Resztki dnia ranią boleśnie, a moje okno
na świat
jest zbyt małe


Drzwi uchyli ci ciepły opar alkoholu; mleczny blask ulicznej latarni igra z pyłem, opadającym na stosy książek, rozrzucone naczynia, meble zdobione bliznami wojen na słowa. Nie można powiedzieć, że panuje nieład. Nieliczne, ostre w kształcie, ślady malowane w kurzu, świadczą, ze rzeczy mają tu stałe i rzadko opuszczane miejsca. Podobnie pająki i ustalone na wieczność załamania bordowo – szarych stor...

***

Z wysokiego okna śledzę krótkie migawki i przypadkowe odcinki seriali ludzkich losów. Niewiele dociera na piętro z rozmów; za to przemawiają gesty - dłonie furkoczące w opisie świata i półświatka, pięści gniewnie zaciśnięte, zamaszyste odwroty i bezpardonowe natarcia, pogarda spluwana w twarz, udawane pokłony i prawdziwa trwoga; pieśń ruchu bez słów. I jestem tam, ściskając rękę eleganckiego oszusta lub wykłócając się ze sprzedawcą ryb; choć dłonie zaciskam tylko na poręczach wózka a kłócę się z lustrem o ilość dni przede mną.

Brzuchaty księżyc nie daje zasnąć; za to jest świetnym scenografem wieczornych seansów. Wino jest kontekstowe; niewinne złote grona szepczą o uwiedzionych dziewczętach i wiosennych kochankach. Ale dziś, zza fikuśnej galeryjki z ciemnego drewna, wprosiła się Rioha. Zakołysała się z hałasem i wyrzutem nie dając wyboru innego, jak chwycić pewnie w dłonie i zaprosić na spektakl.

Pod bladą poświatą ulice lśniły pamiątka lekkiego deszczu, wieczorne kwiaty odurzały ciężkim zapachem. Ptaki dnia posnęły, mieszkańcy nocy nawoływali się świstami i pohukiwaniami. Kilka nerwowych sylwetek pojawiło się, by zniknąć. I krew, i wino płynęły leniwie, znudzone.

Szła w płaszczyku srebrnoszarym, buciki koloru mlecznej drogi stukały leciutko, budząc czyste, dalekie echo. Cień małej istoty był długi, głowa tańczyła w okolicach dobrze oświetlonego skrzyżowania, a pajęcze kończyny niosły ją w stronę parku.

Zaszeleściła torebką. Wyjęła cukierki i zjadała po jednym, powoli odpakowując. Rozkładała papierek, prostowała, składała w kwadracik i dopiero sięgała po następny. Naliczyłem siedem.

Spłoszyła się, nie usłyszałem powodu. Zerwała z ławki, papierki rozrzucił wiatr. Cień u jej stóp, szelest w zaroślach. Czeka na kogoś? Wydaje się zaskoczona. Stoi, z rękoma lekko uniesionymi, włosy jak naelektryzowane wkoło jej twarzy. Czubkiem buta waha się, łydką kołysze. Krok w stronę ciemnych krzewów. Kolejny łyk wina, suchy jak jego ojczyzna.

Jasną dłoń wyciąga ku drapieżnym gałęziom – i cień chwyta ją. Ciało dziewczyny tężeje, jakby chciała się cofnąć, ale stoi jak zamurowana. Krok za krokiem, buciki wślizgują się w cień. I w objęciach cienia stoi, lekko przegięta, z odrzuconą głową; a odstawiona łydka kołysze się, a kształtny obcas wystukuje rytm.

Zasłona krzewów połyka i bohaterkę, i cień, ukrywając ich przed światem. Próżno usiłuję wyłowić sekret z szelestu wieczoru. Pióropusz gałęzi trzepoce gniewnie, drga spazmatycznie, trzeszczy, świszczy kora trąca o korę do krwi. Trzasnęła napięta do granic gałąź, upadła na ziemię, rozrzucając broczące rosą kwiaty jaśminu. Ucichło.

Rano poprosiłem pielęgniarza o spacer do parku. Pod krzewem znaleźliśmy biały bucik z kilkoma kroplami krwi i strzępki wilczej sierści.
_________________
"Świat zobaczyć w Ziarenku Piasku, Niebo w Dzikiej Roślinie
Nieskończoność uchwycić w ręku, a Wieczność w godzinie"
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 10